|
Życie istoty człekokształtnej po czterdziestce w wielkim, ludzkim zoo!!!
Blog > Komentarze do wpisu
Moje zwierzaki...
Od kiedy pamiętam - znosiłem do domu wszystko, co nie zdążyło odfrunąć, zakopać się pod zięmię lub uciec na drzewo, Musiałem kryć się z tym jak długo się dało, bo Godzilla nie pozwalała mi nic w domu trzymać... Czemu zbierałem w parku różne cudaki? Odpowiedź jest prosta - pragnąłem, żeby TO "coś" mnie kochało... Karmiłem "to to", pieściłem (często "zapieściłem" na śmierć) i myślałem, że "to to" musi być szczęśliwe... Pamiętam - jako kilkulatek - wykopywałem na podwórku dżdżownice i trzymałem w domu w doniczce. Codziennie starannie rozkopywałem ziemię i liczyłem wszystkie czy aby którejś nie brakuje. Nie umiałem jeszcze liczyć, więc stawiałem kreski na parapecie... Rozpaczałem, gdy wysychały ( nie wiedziałem, że muszą mieć mokro) do końca byłem przy nich i podtykałem chlebek pod "mordkę" bo zdaniem Gutka usychały z... głodu :( Później przyszła kolej na: ćmy, żaby, jaszczurki, żuczki, pająki, ważki, motyle, mrówki, padalce, krety, jeże, myszy, wróble, gołębie, gawrony, szpaki (i inne ptaki) i.t.d. Było "to to" już odporniejsze na moją "miłość" a im byłem starszy to i schowanka były przemyślniejsze i żywienie bardziej prawidłowe... Większość z nich była chora, przetrącona, potrącona... ...ratowałem jak umiałem i czasem miałem sukcesy. W podstawówce chodziłem na kółko przyrodnicze - tam to dopiero się działo. Kobieta, która z nami prowadziła zajęcia a la Gucwińska potrafiła nie tylko przekazać nam wiedzę, lecz nauczyła szacunku do zwierząt - do życia w ogóle. Kiedy założyłem własną rodzinę - najstarszy cór chyba genetycznie odziedziczył "miłość do zwierzyny". Zostało Jej to do dzisiaj - studiuje nawet biologię na A.R. Znosiliśmy do domu na przemian różne stworzenia. Na początku były chomiki syryjskie, później dochodzący kocur Cziko, mała - ładna suczka Kaja - jednak pierwszym prawdziwym "członkiem rodziny" był Cezar - dobry pies, który przeszedł przez całe życie naszych dzieci - wychowując Je razem z nami. Odszedł przeżywszy 16 lat w 2001 r. Po drodze było ogromne, piękne akwarium, kanarek - Figaro (niesamowicie oswojony), papugi faliste, zeberki, mewka japońska, szpak, który jako pisklak wypadł z gniazda (oswoił się bardzo, ale jak tylko nauczył się fruwać wypuściliśmy go na wolność), szczurek Rocky i sam nie pamiętam co jeszcze... Teraz mamy: (raczej to ONE nas mają) kocóra - Kocia, kundla - Raksa, papugi nimfy - Zuki'ego i Falcon'a, oraz dwie koszatniczki - Kapsla i Niunię. Na szczególną uwagę (ba - całą stronę bloga) zasługuje mój Kocio! Najlepszy kocór na świecie wtorek, 07 lutego 2006, gustaw1961
Komentarze
amicavitea
2006/02/11 21:36:54
Ja tez bylam kolekcjonerem..., aczkolwiek nigdy nie myslalm o hodowli dzdzownic w doniczce. Zawsze wolalam zwierzeta wiekszego kalibru, koty, psy... Pozdrawiam. Dziekuje za wpis pod notka.
2006/02/19 14:15:11
puk, puk Gustawie jestes? Odwiedzam Cie... a tu jakby czas sie zatrzymal... pozdrawiam cieplutko
2006/02/21 23:08:49
Dzięki za wpisy!!! Jak kiedyś wspomniałem działam w ZZ "S" bardzo aktywnie, co przy moich kłopotach domoworodzinnych "dobija" mój charmonogram dzienny na full!!!
Na początku marca wracam do pisania (może wcześniej)- obiecuję!!!
Gość: jolantap2, aclr228.neoplus.adsl.tpnet.pl
2006/03/03 20:46:53
Gdzie jesteś? Wracaj.Wracaj. Czekamy.Pozdrawiam.
Gość: agawa, 213.17.223.23*
2006/03/23 22:41:07
Dziś rozmawialiśmy poraz pierwszy i nie wiem czy kiedyś jeszcze porozmawiamy, chociaż nurtuje mnie pytanie "dlaczego natrafiliśmy na siebie?" ale myślę że jestes bardzo wrażliwym człowiekiem. Nawet nie wiem czy tu w ogóle jeszcze będziesz.....
2006/03/25 09:14:11
DZIĘKUJĘ AGAWA - coś dzięki Tobie zrozumiałem... (jak to było?) >"w życiu wszystko jest kwestią wyboru - to od nas zależy jakie wartości przyjmiemy i do jakich celów będziemy dążyć" - a miłość...
... a miłość będzie zawsze irracjonalna Być może uratowałaś właśnie komuś życie - bardzo marne, ale zawsze... |
|