|
Życie istoty człekokształtnej po czterdziestce w wielkim, ludzkim zoo!!!
środa, 07 czerwca 2006
Oto cały JA
Nareszcie każdy będzie mógł zobaczyć jak wygląda istota człekokształtna, która pisze tego bloga !!! Oto moje najnowsze zdjęcie !!!
sobota, 03 czerwca 2006
Persona non grata
"PERSONA NON GRATA"
Jestem, lecz gdzie - nie wiecie, Bo nie należę do tego świata. Na tej całej, zgniłej planecie Jestem: persona non grata
Nie chcę już żadnej litości Zwinięty w kąciku jak szmata, Rzucony na śmietnik ludzkości Jestem: persona non grata.
Szukałem serca bliźniego, Szukałem siostry lub brata Nie wiem niestety dlaczego Jestem: persona non grata
Świat odwrócił się tyłem ? Czy ja stoję plecami do świata ? Będę zawsze i wszędzie jak byłem - persona non grata Gustaw 2006
niedziela, 30 kwietnia 2006
Mam już dosyć tego SIEBIE !!!
Spieprzyłem już wszystko ?! - CHYBA TAK !!! PRZEPRASZAM !!! PRZEPRASZAM !!! PRZEPRASZAM !!! PRZEPRASZAM !!! PRZEPRASZAM !!!
środa, 19 kwietnia 2006
Blue Butterfly
Wiosna ? Czy to już wiosna ? Drobniutkie źdźbła trawy kiełkują z pachnącej wilgocią ziemi... Ciepłe powietrze zbudziło malutkie owady, które leniwie wylazły ze swoich zimowych kryjówek... Ptaki uwijają się jak szalone zbierając materiał do budowy gniazd... Pierwsze stokrotki dźwigają na wiotkich łodyżkach swoje słoneczne twarze... Jakiś niebieski motyl optymista żegluje dzielnie pod wiatr głodny słodyczy nektaru zamkniętego wewnątrz... Nie łapcie motyli - choćby dla zabawy !!! Skrzydła motyli są bardzo delikatne, pokryte drobniutkimi jak pyłek łuskami. Czasem motyl trąci w locie skrzydłami płatki kwiatu. W powietrzu przez chwilę unosi się delikatna, srebrna mgiełka... ... to jego dusza !!! Nie chwytajcie motyli !!! Nie zrywajcie kwiatów !!!
sobota, 08 kwietnia 2006
Dream, dream, dream...
Sny, sny, sny - bywają tęczowe kolorowe, trójwymiarowe... A czasem ciemne, szare, przytłaczające... Bywają płytkie, albo bardzo realistyczne - głęboko zapadające w świadomość, przesycone lękiem - koszmary. Przez cały tydzień prześladuje mnie wspomnienie takiego właśnie snu. Śniła mi się twarz - rozcięty głęboko policzek. Rana długa, głęboka, ale bez krwi... wziąłem natychmiast nici i igłę, żeby tą ranę zaszyć... ręce mi drżały, nie potrafiłem nawlec igły... bałem się strasznie, że zostanie blizna... pomimo starań i zabiegów rana stawała się większa i wieksza... sprawiałem tylko ból... wpadłem w panikę... obudziłem się... Przez dłuższy czas siedząc na tapczanie nie mogłem dojść do siebie... To było tak realne, rzeczywiste... Miałem wrażenie, że ten sen ma jakieś głębsze znaczenie, jakieś przesłanie... sny są ponoć projekcją zdarzeń, tylko odbitych jak w krzywym zwierciadle... Nie wierzę w zabobony, ale taki sen może człowieka naprawdę wystraszyć !!!
sobota, 01 kwietnia 2006
Magic Green Island...
Patrz!!! Magiczna, Zielona wyspa - słyszysz jak śpiewają tam ptaki? Wyobraź sobie jak leżysz na śródleśnej polanie i patrzysz poprzez gałęzie drzew na płynące po niebie obłoki... ... płynąca woda szumi skacząc z kamienia na kamień... ... wiatr gra na liściach, głaszcze delikatnie wysokie trawy... ... koncertują koniki polne i żaby... ... słońce bawi się w teatrzyk światłocieni na Twojej twarzy... ...polne kwiaty i zioła umyte w porannej rosie kłaniaja się na wszystkie strony... ... kolorowe motyle tańczą wokół swój pijany taniec... ... wilgotne, ciepłe powietrze przesycone zapachem wiosny tuż nad ziemią lekko drży... ... magia, magia, magia... Zmieniłem wygląd swojego bloga - będę starał się odwiedzać TĄ magiczną wyspę jak najczęściej...
czwartek, 30 marca 2006
WIOSNA !!!
Dziś zmieniłem kolor czcionki na zielony !!! Muszę jakoś przywołać nadzieję - może tym wiosennym kolorem ?! LUDZIE - WIOSNA !!! Nie można tego zjawiska przegapić !!! Zrobiło się cieplej, jaśniej... cieszę się, że mogę to dostrzec, bo ostatnio jakoś widnokrąg mi się zawęził i nie widziałem nic dalej niż metr przed sobą. Widzieliście zaćmienie słońca? Też fajne zjawisko !!! Niby nie ma w tym nic szczególnego, ale zawsze wywołuje pewne emocje, towarzyszy mu aura tajemniczości i odrobina grozy. Dzięki za miłe wpisy !!! W imieniu własnym i kocia !!! Kocio teraz też "dyżuruje" na moich kolanach i idę o zakład - jest najmądrzejszym kotem na swiecie !!!
poniedziałek, 27 marca 2006
Złote na szare...
Nie biorę na swoje barki całego zła tego świata, ale wydaje mi się teraz, że całe to zło zamieszkało właśnie we mnie !!! A co do drugiego komentarza - TAK !!! I to jest sedno !!! Nie umiem poruszać się w szarym świecie... Zdaję sobie oczywiście sprawę, że życie jest jak papier toaletowy - szare, długie i do d..., taka milutka, cieplutka papka, takie puci-puci... BEZPIECZNA PROZA, ale moja krańcowość nie pozwala mi istnieć na pograniczu "gorąca i zimna" , "bieli i czerni" , "dobra i zła"... Zawsze muszę mieć WSZYSTKO albo NIC !!! Jestem cholernym idealistą !!! Wiele mnie kosztuje walka ze sobą, z własnymi ułomnościami, słabościami, żeby zasłużyć na istnienie w wykreowanym przez siebie pięknym "superświecie" i żeby sprostać wymaganiom, które sobie stawiam... ... kiedyś napisałem, że >moje życie jest zakręcone jak baranie rogi< , bo takim je stwarzam, bo sam jestem "zakręcony" jak gołąb nad Czernobylem. Takie życie jest ciekawe, pełne wrażeń, ale niesłychanie męczące - dla mnie i ludzi z mojego otoczenia. Wszystko fajnie jak mam naładowane "bateryjki", jak mnie coś "nakręca" - wtedy tryskam energią, optymizmem, radością, którą pragnę się ze wszystkimi dzielić. Jednak wystarczy jakiś słabszy moment, nieoczekiwany zwrot wydarzeń, jakieś przeciwności losu i już wyciągam zardzewiałą zbroję i domykam przyłbicę - Don Kichot idzie walczyć z całym światem... ... i wtedy opada cały parawan marzeń, iluzji. Cała naga i brutalna rzeczywistość ukazuje swoje wstrętne oblicze - prawdziwy obraz ludzkiej dżungli - ludzkiego zoo !!! Kiedy spostrzegam, że walczę tylko z kolejnym wiatrakiem, bezsensem, stereotypem... ... czasem wizerunek przeciwnika staje się dziwnie znajomy jak własny pysk odbity w lustrze... ... najbardziej boli jak się dostaje w mordę od siebie!!! No i po co Ci to Gutek było?! A przecież marzę o harmonii, wewnętrznym duchowym spokoju - drobnych radościach dnia codziennego, malutkich sukcesach, które może nie wymagają bohaterskich czynów, są pozbawione patosu, wielkich słów... ... a poezja przyjdzie sama gdy zakwitną kwiaty na łące i rozśpiewają się ptaki... Wiecie - patrzę na kocia na moich kolanach... ... tuli się do mnie - mruczy - ociera - i patrzy tak jakoś... ... co by mi powiedział, gdyby umiał mówić?
niedziela, 26 marca 2006
Wczoraj były moje urodziny - dziś są urodziny Weroniki- wnuczki - skończyła 2 latka. Wszyscy wybrali się do Beatki i Pawła - zostałem w domu z matką. Wykąpałem Ją - nakarmiłem... starałem się być miły... wczoraj po południu też byłem sam ... może to i dobrze... miałem więcej czasu na przemyślenia... Do jakich wniosków może dojść człowiek, któremu ostatnio wszystko wychodzi na opak?!
sobota, 25 marca 2006
Urodzinowa promocja !!!
Dziś kończę 45 rok swojego bezsensownego istnienia i z tej okazji składam wielką promocyjną ofertę !!!
OGŁOSZENIE Uwaga!!! Jedyna w swoim rodzaju oferta !!! Spieprzam ludziom życie!!! Od ręki i na poczekaniu ! Posiadam certyfikat i najlepsze referencje !!! Doskonale spieprzyłem życie swoje, swojej rodziny i jeszcze kilku osobom z którymi się zetknąłem !!! Jakość gwarantowana - skuteczna na wiele lat !!! Jak dotąd nie było żadnych reklamacji !!! W rozliczeniu przyjmuję: przyjaźń, miłość, zaufanie... ... skorzystaj !!! - Wielka okazja !!!
wtorek, 07 lutego 2006
Moje zwierzaki...
Od kiedy pamiętam - znosiłem do domu wszystko, co nie zdążyło odfrunąć, zakopać się pod zięmię lub uciec na drzewo, Musiałem kryć się z tym jak długo się dało, bo Godzilla nie pozwalała mi nic w domu trzymać... Czemu zbierałem w parku różne cudaki? Odpowiedź jest prosta - pragnąłem, żeby TO "coś" mnie kochało... Karmiłem "to to", pieściłem (często "zapieściłem" na śmierć) i myślałem, że "to to" musi być szczęśliwe... Pamiętam - jako kilkulatek - wykopywałem na podwórku dżdżownice i trzymałem w domu w doniczce. Codziennie starannie rozkopywałem ziemię i liczyłem wszystkie czy aby którejś nie brakuje. Nie umiałem jeszcze liczyć, więc stawiałem kreski na parapecie... Rozpaczałem, gdy wysychały ( nie wiedziałem, że muszą mieć mokro) do końca byłem przy nich i podtykałem chlebek pod "mordkę" bo zdaniem Gutka usychały z... głodu :( Później przyszła kolej na: ćmy, żaby, jaszczurki, żuczki, pająki, ważki, motyle, mrówki, padalce, krety, jeże, myszy, wróble, gołębie, gawrony, szpaki (i inne ptaki) i.t.d. Było "to to" już odporniejsze na moją "miłość" a im byłem starszy to i schowanka były przemyślniejsze i żywienie bardziej prawidłowe... Większość z nich była chora, przetrącona, potrącona... ...ratowałem jak umiałem i czasem miałem sukcesy. W podstawówce chodziłem na kółko przyrodnicze - tam to dopiero się działo. Kobieta, która z nami prowadziła zajęcia a la Gucwińska potrafiła nie tylko przekazać nam wiedzę, lecz nauczyła szacunku do zwierząt - do życia w ogóle. Kiedy założyłem własną rodzinę - najstarszy cór chyba genetycznie odziedziczył "miłość do zwierzyny". Zostało Jej to do dzisiaj - studiuje nawet biologię na A.R. Znosiliśmy do domu na przemian różne stworzenia. Na początku były chomiki syryjskie, później dochodzący kocur Cziko, mała - ładna suczka Kaja - jednak pierwszym prawdziwym "członkiem rodziny" był Cezar - dobry pies, który przeszedł przez całe życie naszych dzieci - wychowując Je razem z nami. Odszedł przeżywszy 16 lat w 2001 r. Po drodze było ogromne, piękne akwarium, kanarek - Figaro (niesamowicie oswojony), papugi faliste, zeberki, mewka japońska, szpak, który jako pisklak wypadł z gniazda (oswoił się bardzo, ale jak tylko nauczył się fruwać wypuściliśmy go na wolność), szczurek Rocky i sam nie pamiętam co jeszcze... Teraz mamy: (raczej to ONE nas mają) kocóra - Kocia, kundla - Raksa, papugi nimfy - Zuki'ego i Falcon'a, oraz dwie koszatniczki - Kapsla i Niunię. Na szczególną uwagę (ba - całą stronę bloga) zasługuje mój Kocio! Najlepszy kocór na świecie
niedziela, 05 lutego 2006
Po co piszę bloga?
Jeden z wpisów zainspirował mnie do podjęcia tego tematu: (Dzięki panu ze Szczecina wróciłem do pisania bloga) Po co piszę bloga? Dla czego inni piszą? Powodów jest pewnie kilka: 1. Pisząc przekazujemy informacje, doznania, uczucia, myśli i.t.d. ? 2. Czujemy się "obywatelami sieci" - obywatelami "interświata" - "cyberświata" - wszechświata? 3. "Klikam, więc jestem", więc żyję ? 4. Wyrzucamy z siebie nadmiar balastu, który nas gniecie gdzieś do wirtualnego śmietnika, gdzieś w kosmos? Na początku tak myślałem... ...jednak... ... zdałem sobie sprawę... Czy ktoś to czyta??? - CZYTA !!! - być może jeden, jedyny człowiek na świecie czytając jakiś wpis, zdanie, lub jedno głupie słowo w chwili refleksji zatrzyma na moment swoją "karuzelę"? Może jakiś "CZŁOWIEK" szukający innego "CZŁOWIEKA" odkryje, że nie jest na świecie jeden taki - całkiem "najjedyńszy". Czy ja się zastanawiałem nad tym, że moja "klikanina" może mieć wpływ na CZYJEŚ życie?! - CHYBA NIE!!! Mieszkam od urodzenia w wielkim, ludzkim ZOO. W samym sercu Wrocławia. Najgęściej zaludnionnym (przeludnionym) Śródmieściu. Na osiedlu, które jakimś cudem ocalało po wojnie.(Wrocek - Festung Breslau był zniszczony blisko w 70%). Grube, ceglane ściany odgradzają skutecznie ludzi od siebie. Pracuję od 25 lat w dużej, starej firmie. I tu i tam wszyscy się znamy, ale... ... paradoks polega na tym, że każdy rano wychodząc z domu rygluje drzwi oraz serce i upodabnia się do beznamiętnego robota, zakładając na twarz odpowiedniego "maskoryja" - latami wytrenowaną przed lustrem okolicznościową minę "nr.627" udając zimnokrwiste stworzenie, które nie ulega żadnym emocjom, ani uczuciom. (Gutek - za długie zdania piszesz!!! - Nierozsądne jest formułowanie tak długich zdań, przy tak niskim ilorazie inteligencji!!!) "My z drugiej połowy XX wieku" Rozbijający atomy
Ten wierszyk dedykuję wszystkim, którzy nie zaryglowali jeszcze swoich serc na zawsze !!! Ja tutaj też ukrywam się za hasłem, loginem - jestem anonimowy - nietykalny. Bardzo rzadko czytam cudze, inne blogi, bo czuję się wtedy trochę tak jakbym zaglądał komuś do domu przez niedomknięte drzwi. CZYLI NA TEJ PLANECIE JEST JAKIEŚ ŻYCIE !
niedziela, 29 stycznia 2006
Gołębie, czy dusze?
PATRZ!!! SPŁOSZONE GOŁĘBIE!!! Tak wiele!!! Schwytać je muszę... Nie!!! Ich łowić nie trzeba!!! To były tylko ludzkie dusze, Które wzleciały prosto do nieba. Gustaw 2006 - DLA CHORZOWA
sobota, 28 stycznia 2006
Moja prototypowa córa.
Dziś 28 stycznia - w ogniu ostatnich wydarzeń prawie zapomniałbym, że pierworodny cór ma urodziny- kończy 24 lata. Beatka nie obchodzi "wielkich jubileuszy" (jest niezwykle skromna). Dzisiaj tym bardziej ! Razem z Pawełkiem szykują się raczej do ostatniej powinności wobec mamy - Ewuni. Zdzwoniliśmy się po południu. Złożyłem Jej życzenia - przyziemne, ale ciepłe. Głównie dotyczące obecnej sytuacji. Chciałbym, żeby młodzi wspierali się i kochali zwłaszcza teraz, gdy w swoim domu zostali sami z Werką. To ciężka próba dla młodego małżeństwa. Głową tej rodziny (pierwszą gospodynią tego domu) była dotąd Ewa - pomimo, że w ostatnich miesiącach już nie chodziła. Teraz Atka musi sprostać tej roli. Dla Pawła to będzie nowa i trudna sytuacja. Postaram się do nich zbliżyć (delikatnie i dyskretnie) i w razie czego wspierać. Mam nadzieję ,że będą częściej do nas zaglądać, bo ja jestem "uwiązany" przy Godzilli. Dzisiaj oddelegowaliśmy średniego córa, żeby zawiózł skromniutki upominek i wręczył dostojnej jubilatce w naszym imieniu. Pawełek pomimo całej sytuacji też o niej nie zapomniał - dostała wymarzoną CYFRÓWKĘ!!! On naprawdę Ją bardzo kocha!!! * * * Byłem bardzo młody (jak na ojca), kiedy urodziła się Beatka miałem niespełna 21 lat! Nie umiałem sobie radzić. Bardzo ją kochałem, ale popełniałem dużo błędów, brakowało dojrzałości, cierpliwości... Jednak - pamiętam - wieczorami brałem Ją na kolana i tłumaczyłem się ze wszystkiego. Przepraszałem, że krzyczałem na nią, że niepotrzebnie "tresowałem" jak policjant -tylko: "nie rusz!" "połóż!" "zostaw!" "usiądź!", bo chciałem mieć dobrze "ułożone" dziecko. Później - jak dorastała - byłem z niej dumny, że jest grzeczna, inteligentna, pracowita, zdolna i wrażliwa, a przy tym wielka indywidualistka, nad wiek poważna i dojrzała. Wychowawczyni w szkole gratulowała nam dobrego wychowania córki. Atka nie była wybitna, ale zawsze celowała ponad przeciętną. Raczej humanistka, niż "ściślak". Chciała zostać nauczycielką. Szukała liceum ukierunkowanego na pedagogikę -znalazła: Edukacja medialna z elementami pedagogiki twórczej - Kierunek już z nazwy "pokręcony" W czwartej klasie pomimo sukcesu na maturze (z polskiego - pisemny na 5) podjęła decyzję: chcę studiować biologię (na maturze 4)!!! Podziwiałem jak Ona "ryła" chemię przez jakieś 3 lub 4 miesiące nadrobiła bardzo dużo, bo chemia na "biologii" - to podstawa, a w liceum była okrojona (kierunek humanistyczny). Zdawała egzaminy na Uniwerek i Akademię Rolniczą (na U.Wr. zabrakło 2 pkt. - załamała się) jednak za kilka dni - radość - zdała i jest na niezłej pozycji na A.R. Wszyscy gratulowali i pocieszali, że U.Wr. do liderów w kraju nie należy - za to Wrocławska A.R. - to czołowa w Polsce uczelnia a biologia to jej najmocniejszy kierunek. Poznała Pawła - na II roku zaszła w ciążę. "Położyła" ten rok, ale pozbierała się bardzo szybko. Dzięki mężowi, który Ją wspiera i utrzymuje może uczyć się dalej. Paradoksalnie -teraz Beaci na uczelni idzie super! Zdaje egzaminy, zalicza wszystko jak burza, pisze dużo referatów, co przy Werci jest bardzo trudne, a IV rok biologii jest kluczowy na A.R. Z Pawełkiem jest jej dobrze, bo to dobre chłopisko-zięcisko, (miły, spokojny "misiaczek"). Dojrzały facet, który umie zapewnić Jej poczucie bezpieczeństwa. Mam jeszcze dwa kochane córy i chociaż pragnąłem mieć syna nie zamieniłbym już teraz tych "dziurawców" na żadnego chłopaka! Chciałbym, żeby chociaż im się w życiu dobrze ułożyło...
piątek, 27 stycznia 2006
|
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Gustaw1961@gazeta.pl
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||